niedziela, 20 kwietnia 2025

Wielkanoc u Halterów

Fragment z "Zaułka Złotej Korony", w którym opisana jest niedziela wielkanocna w rodzinie Halterów, przełożyła Teresa Chłapowska

"W dzień wielkanocny dziewczynki z przyzwyczajenia wcześnie się obudziły, w chwili gdy wschodzące słońce zabarwiło kuchnię na złotoczerwony kolor. Nie musiały jednak ani wstawać, ani się spieszyć. Mama była w domu. Na stole, w słoiku z ledwo pączkującymi baziami, stał jeden tulipan z cieplarni Morrstjärnów. Dziewczynki odwróciły się rozkosznie na drugi bok i zamknęły oczy. Gdy obudziły się ponownie, było już znacznie ciemniej, słońce zaszło za róg domu, zobaczyły jednak, że niebo jest niebieskie. Ogień trzaskał pod kuchnią. Mama krzątała się w halce i kaftaniku, którego używała na noc, włosy splecione w warkocz spadały jej na plecy.

- Wesołych Świąt! - zapiszczała Sissela siadając. - Wesołego Alleluja! Wesołego Jajka!

Wyskoczyła z łóżka i wymachując rękami zaczęła biegać dookoła stołu, wciąż dookoła, żeby napatrzyć się na swoje magiczne jajko. Silja myślała jeszcze o tym, co jej się śniło. Ale sen nie był większy od kaczki na fali, więc pozwoliła mu zniknąć i też wyskoczyła z łóżka. Biegały w kółko po pokoju śpiewając:

Powiedz dzień dobry moja różyczko

powiedz dzień dobry mój kwiecie

powiedz dzień dobry mój admirale!

Zatańczcie jak w karnawale!


Uśmiechając się do nich, mama odpowiedziała:

- Wesołych Świąt!

I nakryła pięknie do stołu. Nie ustawiła filiżanek ze złotym brzeżkiem, bo już ich nie mieli, tylko te porcelanowe, kupowane pojedynczo w sklepach ze starzyzną na ulicy Tavara, każda była więc inna i każdy miał swoją. Filiżanka Sisseli była biała, trochę jakby falista, z różą wymalowaną w najszerszym miejscu. Filiżanka Silji była gruba, z brzegiem wywiniętym jak lamówka i cała gęsto pokryta niebieskim deseniem. Przy każdej leżała bułka w kształcie zająca, miał on oczy z rodzynków i grzbiet przyprószony cukrem. Na dużym półmisku leżał ser kminkowy, ser topiony i plastry bardzo słonego salami. Dziewczynki westchnęły z zadowolenia i zaczęły się myć. Śmiały się przy tym, pryskały i chlapały wodą w miednicy, bryzgi dostawały im się do nosa, mydło piekło w oczy, oblewały się i pokrzykiwały. Przez ten czas mama spokojnie odmierzała kawę do garnka. Tatuś zaczął swoje śpiewanie, ale dziś nie przypominało ono zawodzenia wiatru, raczej drugi głos wtórujący szemraniu ognia. Zszedł Stefan i też zaczął się myć, bez proszenia, a potem wyniósł kubeł ze śmieciami, też bez proszenia. Sissela śpiewała teraz piosenkę, której nauczyła ją kąpielowa w saunie, dokąd chodzili wszyscy raz w miesiącu.

Do widzenia, żegnam ciebie,

spotkamy się z pewnością

u Pana Boga w niebie!

- Siadajcie - powiedziała mama. - Będziemy jedli.

Przyprowadziła tatusia do stołu i nalała wszystkim kawy. Nagle odezwała się głośno:

- Wejdź!

W otwartych drzwiach ukazała się Bonadea, zaróżowiona, z włosami w nieładzie.

- Wesołych Świąt! – powiedziała. - Oddaję koszyk, który pożyczałam w zeszłym tygodniu. - Postawiła go ostrożnie na stole. Prezent od Huldy Kackelin – dodała.

Koszyk pełen był jaj. Sissela, wybijając takt łyżką, zaczęła nową piosenkę:

Powiedz dzień dobry, moja kurko,

pożycz mi swoje złote piórko!

Mama patrzyła na Bonadeę trochę bezradnie, mrugała oczami, zaskoczona i wzruszona.

- Ale nie powinnaś była... - rzekła. Usiądź może z nami i napij się chociaż trochę kawy…

Silja zaśpiewała:

Powiedz dzień dobry, Kackelino

Zatańcz, śmieszna Huldo


Po kawie dziewczynki zabrały się do farbowania pisanek. Obłożyły je łuskami cebuli i owinęły nićmi, w kółko powtarzając:

Wielkanoc to prawdziwa bajka,

zobacz, jak zaczarowany kwiat

wyrasta z - jajka!

Stefan twierdził, że jest za duży na takie dziecinne zabawy jak farbowanie jaj, lecz gdy się już ugotowały, przyszedł jednak zobaczyć, jak wyglądają.

- Tyle kolorów co na skorupie żółwia - powiedziała mama wzdychając.

- Mamusiu, masz jeszcze ten twój grzebień z szylkretu?

- Nie - odparła mama.

- Gdyby się z nich wylęgły ptaszki, nie wyglądałyby jak zwykłe kurczątka.

- Nie może się z nich nic wylęgnąć, głuptasie, przecież są ugotowane - zauważyła Sanna.

- Ja powiedziałam gdyby! - wykrzyknęła Sissela. - Gdyby były zaczarowane, tak chciałam oczywiście powiedzieć.

- Toby z nich wyszły żółwie - rzekł Stefan.

- Nie. To by były biedronki, bażanty i kukułki...

Włożyły jajka do glinianego naczynia, złotobrązowe wzory na skorupkach wyglądały jak piękne kwiaty. Sissela położyła swoje cenne magiczne jajko na osobnym talerzu. A potem wybiegły na słońce i wiatr."

Żródło: pixabay



Wielkanoc u Halterów

Fragment z "Zaułka Złotej Korony", w którym opisana jest niedziela wielkanocna w rodzinie Halterów, przełożyła Teresa Chłapowska ...